13.11.2019

Zabawne, że moje lęki w dużej mierze biorą się z poczucia uciekającego czasu. Czasu, który tak naprawdę nie istnieje i jest tylko próbą uporządkowania przez człowieka zdarzeń – jedynego, co we Wszechświecie jest naprawdę.

O, teraz, jak zapisałem to, dostrzegam jeszcze dobitniej bezsens, jaki towarzyszy mi na co dzień. Cały ten zgiełk, pogoń za czymkolwiek, marzenia, upadki i wzloty, to wszystko jest tak strasznie niepotrzebne, że piszę coraz mniej. W marzeniach (czujecie powracającą irracjonalność?) chciałbym za to coraz więcej robić, by zbliżyć się do Wszechświata, a oddalić od tego jazgotu.

Póki co tkwię, ale są też miłe aspekty tego wszystkiego. Przykładowo takie atomowe mrówki, o których dzisiaj myślę przewlekle.

Dodaj komentarz