8.11.2019

Kto jest największym wrogiem polskiego geja? Z moich obserwacji wynika, że drugi gej. O ile prawackie próby opluwania mnie nie robią na mnie żadnego wrażenia, o tyle zawsze wrażenie chyba robić będzie na mnie próba opluwania przez obcych mi homoseksualistów. Zauważyłem, że najwięcej na mój temat mają do powiedzenie nieznani mi geje. Uważają, że znają moją przeszłość, moje myśli, moje cele i motywy. Ileż to ja rzeczy już się dowiedziałem od nich o sobie!

Nauczka: nieważne ile pieniędzy przelejesz na organizacje LGBT+, nieważne ile pracy włożysz w szerzenie tolerancji i otwieranie ludziom oczu, nieważne w końcu, że zdecydujesz się na karierę dla reklamodawców kontrowersyjną, bo nie chcesz ukrywać tego, kim jesteś, bo czujesz, że możesz komuś w ten sposób pomóc, coś pokazać. To wszystko nieważne, bo na koniec dnia któryś sfrustrowany gej na pewno napisze, że jesteś żałosny, że jesteś złodziejem, kłamcą i debilem.

Gdybym został dyktatorem, to rozkazałbym każdemu człowiekowi w tym kraju terapię. A póki nie jestem dyktatorem, to nie zamierzam usprawiedliwiać zachowania innych, bo taki mamy klimat. Mam to w dupie, też żyję w tym klimacie, ale swoich frustracji nie rozładowuję rzygając w sieci. Ludzie, do chuja, ogarnijcie się.

Comments

opp pisze:

Szanowny Patryku,
Twoją myśl można znacznie rozszerzyć „(…) najwięcej na mój temat mają do powiedzenia NIEZNAJOMI/ LUDZIE, KTÓRZY MNIE TAK NAPRAWDĘ NIE ZNAJĄ. Uważają, że znają moją przeszłość, moje myśli, moje cele i motywy. Ileż to ja rzeczy już się dowiedziałem od nich o sobie!”. Coś w stylu „nie wiem, ale się wypowiem”, „bo dłużej żyję” i moje ulubione „mam większe doświadczenie, ty nic nie przeżyłeś/przeżyłaś”. Obecnie przerabiam taki etap w swoim życiu. Jest to dosyć zabawne, zważywszy na to, że moja własna „rodzina” tak robi, czyli teoretycznie rzecz biorąc najbliżsi mi ludzie. Niestety (albo stety), stali się bardzo obcy. Po takich sytuacjach otwierają się klapki na oczach. Najwyraźniej musimy tego doświadczyć, żeby się uwolnić od niezdrowych schematów, którymi jesteśmy karmieni w swoim życiu. Wpędzają nas w poczucie winy, smutku i strachu. Zaczynasz się zastanawiać „może faktycznie coś ze mną jest nie tak?”. I wtedy jest taki moment, że działasz wbrew sobie. Nigdy nie przyniesie to nic dobrego. Też tak kiedyś robiłam. A teraz? Nie walczę z tym, bo swoją cenną życiową energię wolę przeznaczać na ciekawsze sprawy. Stawiam w życiu na jakość, nie na ilość – nawet jeśli chodzi o ludzi. Mam swój świat, swoje kredki, nikogo nie krzywdzę, a jednak komuś tak trudno to pojąć i choćby odrobinę zrozumieć. Ja już nie próbuję rozumieć. Ja się dystansuję. Po prostu „let it go”.

Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz