13.11.2019

Zabawne, że moje lęki w dużej mierze biorą się z poczucia uciekającego czasu. Czasu, który tak naprawdę nie istnieje i jest tylko próbą uporządkowania przez człowieka zdarzeń – jedynego, co we Wszechświecie jest naprawdę.

O, teraz, jak zapisałem to, dostrzegam jeszcze dobitniej bezsens, jaki towarzyszy mi na co dzień. Cały ten zgiełk, pogoń za czymkolwiek, marzenia, upadki i wzloty, to wszystko jest tak strasznie niepotrzebne, że piszę coraz mniej. W marzeniach (czujecie powracającą irracjonalność?) chciałbym za to coraz więcej robić, by zbliżyć się do Wszechświata, a oddalić od tego jazgotu.

Póki co tkwię, ale są też miłe aspekty tego wszystkiego. Przykładowo takie atomowe mrówki, o których dzisiaj myślę przewlekle.

Before begin the dissections
Before the therapy sessions
We danced the night we met
Now we need dancing lessons

8.11.2019

Kto jest największym wrogiem polskiego geja? Z moich obserwacji wynika, że drugi gej. O ile prawackie próby opluwania mnie nie robią na mnie żadnego wrażenia, o tyle zawsze wrażenie chyba robić będzie na mnie próba opluwania przez obcych mi homoseksualistów. Zauważyłem, że najwięcej na mój temat mają do powiedzenie nieznani mi geje. Uważają, że znają moją przeszłość, moje myśli, moje cele i motywy. Ileż to ja rzeczy już się dowiedziałem od nich o sobie!

Nauczka: nieważne ile pieniędzy przelejesz na organizacje LGBT+, nieważne ile pracy włożysz w szerzenie tolerancji i otwieranie ludziom oczu, nieważne w końcu, że zdecydujesz się na karierę dla reklamodawców kontrowersyjną, bo nie chcesz ukrywać tego, kim jesteś, bo czujesz, że możesz komuś w ten sposób pomóc, coś pokazać. To wszystko nieważne, bo na koniec dnia któryś sfrustrowany gej na pewno napisze, że jesteś żałosny, że jesteś złodziejem, kłamcą i debilem.

Gdybym został dyktatorem, to rozkazałbym każdemu człowiekowi w tym kraju terapię. A póki nie jestem dyktatorem, to nie zamierzam usprawiedliwiać zachowania innych, bo taki mamy klimat. Mam to w dupie, też żyję w tym klimacie, ale swoich frustracji nie rozładowuję rzygając w sieci. Ludzie, do chuja, ogarnijcie się.

4.11.2019

Rok temu wenlafaksyna 75mg. Potem pięć pozwów od TVN i wenlafaksyna 150mg.

Po roku nawrót depresji i mocniejsze leki: duloksetyna 90mg i do tego jeszcze jakieś nasenne paskudztwo do rozpuszczania w buzi. Paskudztwo nawet nie dlatego, że niesmaczne, ale jak codziennie musisz międlić miętową pastylkę, by nie zasnąć o świcie, to zaczynasz ją kochać nienawidzić.

A jutro wyrok w pierwszej rozprawie. Co będzie dalej? Nie wiem. Jak się mam? Chujowo. Czy mam poczucie beznadziei? Zawsze. Czy mam poczucie sprawiedliwości? Prawie nigdy.

24.10.2019

Staram się być miły dla ludzi, ale w tym kraju nie da się kurwa niczego załatwić bez wydarcia mordy. Dwie sytuacje z ostatnich dni:

Kot przewrócił kubek i zalał pilot do telewizora. Samsung, popularna marka, więc nie powinno być problemu z zakupem. W sklepie osiedlowym (staram się wspierać lokalsów) pan chciał mi sprzedać porysowany pilot, niby nowy, bez opakowania i najlepiej płatność gotówką. Za 220 złotych. Czułem nosem przekręt, więc poszedłem do MediaMarkt. Tam panowie powiedzieli, że nie ma, że trzeba udać się do salonu Samsunga. Okej, trzecia wyprawa, salon Samsunga. Tam powiedzieli, że nie mają, bo mają tylko telefony. A gdzie mogę kupić? A to proszę sobie sprawdzić w sieci. Fajna odpowiedź jak na pracowników firmy, ale jedziemy dalej. Sprawdziłem w sieci, punkt RTV na drugim końcu miasta. Zadzwoniłem na wskazany numer do sklepu, okazał się to numer na infolinię. Kilkanaście minut później dowiedziałem się, że tak, że tam będzie pilot. No więc biegnę tam, lecę, frunę pełen szczęścia. Na miejscu pani mówi, że ogólnie to oni nie mają, ale może zamówić kurierem i będzie za cztery dni. Czyli chciałem kupić szybko i od ręki, a okazało się, że nie musiałem jeździć po całej Warszawie, bo szybciej bym zamówił online. A potem zdziwienie, że ludzie nie chcą chodzić do sklepów.

Druga sytuacja, telekomunikacja. Nadszedł czas przeniesienia numeru na konto firmowe, które Adam założył w Play’u. Mój numer był w Orange, bo tam od zawsze byłem i ja, i moja mama. W kwietniu poszliśmy do salonu Play’a. Kolejeczka, potem pięć ton podpisywania papierologii. Złożony wniosek o przeniesienie został przez Orange odrzucony, bo mogli. Nie było przyczyny, zapewne liczyli, że to mnie zrazi. Nie zraziło, bo kłody pod nogi mnie nie zniechęcają, a wkurwiają i napędzają do działania. Pozdrawiam TVN.
Ponowna kolejka w lipcu, wniosek złożony. Orange nie mógł już się wykręcić i musiał przyjąć. Mijają miesiące, a ja pamiętałem, że jakoś w październiku wypada termin przeniesienia. W poniedziałek SMS od Orange, że jest im przykro i zachęcają do wypełnienia ankiety. Takiego wała, że pozwolę za darmo korzystać z mojej wiedzy, gdy traktują wieloletniego klienta jak śmiecia. No ale Play równocześnie milczał, więc dziś zadzwoniłem do nich z grzecznym pytaniem, że był wniosek, tralalala, że jutro przenosiny, co muszę zrobić. A pani Jagoda (imię ładne, to zapamiętałem) do mnie, że ona w systemie tego nie widzi i poleca mi udanie się do salonu. No to krew we mnie zawrzała, bo ostatnie o czym marzę to kolejna wyprawa do centrum handlowego. Poprosiłem więc o przełożonego, bo ja z kolei pani Jagodo wiem, że jutro się do was przenoszę, więc fajnie, gdybyście też to wiedzieli. Jagoda zamilkła na dobrych parę minut i wróciła z informacją, że wszystko jest ok, że nie muszę nigdzie chodzić i ogólnie problem rozwiązany. A że przyszedł dodatkowy sms o pakiecie 20 gigabajtów? A no to pan ma w umowie. A że nie potrzebuję? A to my inaczej nie sprzedajemy pakietów, kawa i wuzetka obowiązkowa dla każdego, bijemy się o złotą patelnię.

Nie da się być miłym, no kurwa czasami zwyczajnie nie da, bo system nas niszczy, ale za to w promocji dostaniemy 20 giga.